www.saxobank.pl
Gdy posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) mamy już za sobą, możemy przyjrzeć się licznym dziś publikacjom danych makroekonomicznych z zamówieniami dóbr trwałych w Stanach Zjednoczonych na czele – w przypadku odczytu grudniowego rynki spodziewają się poprawy. Tymczasem schnie właśnie farba, którą wydrukowano komunikat o obniżeniu ratingu Japonii do AA-.
Parada indeksów zaufania strefy euro
Pomijając Szwecję, raporty z Europy dotyczą wyłącznie ujawnienia zaufania zróżnicowanych sektorów gospodarki, jednak w sytuacji, w której zaufanie konsumentów jest być może najpilniej obserwowanym parametrem, my wolimy skupić się na wskaźniku klimatu biznesowego z tego prostego powodu, że styczniowy raport o zaufaniu konsumentów stanowi drugi odczyt w tym miesiącu i w rezultacie raczej nie zmieni się znacząco w stosunku do pierwotnego poziomu, czyli -11,4 (zgodnie z konsensusem należy się spodziewać nieznacznej poprawy do -11,2).
Rating Japonii obniżony do AA-
Agencja Standard & Poor's (S&P) podjęła dziś rano śmiałą decyzję o obniżeniu ratingu zadłużenia Japonii do AA-, chociaż perspektywy określono na razie jako stabilne. Jest to pierwsze obniżenie od 2002 r. – sugeruje ono, że agencje ratingowe zaczynają się obawiać olbrzymiego zadłużenia publicznego Kraju Kwitnącej Wiśni, które na koniec 2010 r. wzrosło do 196,4%. S&P pisze, że „obniżenie ratingu odzwierciedla nasze szacunki dotyczące współczynników zadłużenia państwowego Japonii (i tak już jednego z najwyższych wśród ocenianych krajów), które będą rosnąć w tempie wyższym od tego, które przewidywaliśmy, zanim państwo to ucierpiało na skutek globalnej recesji gospodarczej”. Japonia posiada oczywiście bank centralny i na bieżąco konserwowane prasy do drukowania pieniędzy, a zatem pod względem technicznym nie jest w stanie zbankrutować, jeżeli nie będzie chciała – nie oznacza to jednak, że zwiększanie podaży pieniądza będzie preferowanym sposobem rozwiązania problemu.
czwartek, 27 stycznia 2011
wtorek, 25 stycznia 2011
Wiadomości FX: Rozmowy o podwyżce oprocentowania w UE w III kw. wspierają euro
www.saxobank.pl
Jeden z głównych amerykańskich think tanków opublikował wczoraj raport, w którym stwierdził, że oczekuje kompleksowego pakietu stabilizacyjnego w UE oraz podwyższenia przez EBC stóp procentowych już w trzecim kwartale. To spodobało się zwolennikom europejskiej waluty, która poszła w górę. Sesja okazała się nadzwyczaj zmienna – początkowa presja na euro związana z realizowaniem zysków szybko ustąpiła miejsca zwyżce prowadzącej aż do 2-miesięcznego maksimum.
Podczas sesji azjatyckiej inwestorzy skupili się na australijskiej inflacji CPI za czwarty kwartał, która trzy miesiące temu negatywnie zaskoczyła. Najważniejszymi elementami wzrostowymi wskaźnika miały być żywność, paliwa i nieruchomości mieszkalne, jednak bez względu na to inflacja spadła do +0,4% kw/kw i +2,7% r/r wobec oczekiwanych odpowiednio 0,7% i 3,0%. Tamtejszy bank centralny przykłada większą wagę do specjalnie zmodyfikowanego wskaźnika CPI, który również wykazał spadek do +0,3% kw/kw wobec oczekiwanych 0,7% i poprzednich 0,6%. W ujęciu rok do roku tak mierzona inflacja spadła do poziomu 2,2%, co daje najniższy poziom od czwartego kwartału 2009. Dane te najprawdopodobniej zmuszą RBA do wstrzymania jakichkolwiek działań mających na celu zacieśnienie polityki pieniężnej, do czasu oszacowania strat wynikających z powodzi. Po publikacji tych danych dolar australijski szybko stracił 30 pipsów, lecz znalazł wsparcie w okolicy 0,9930.
Gdzie indziej waluty utrzymywały się w zakresach w obliczu braku publikacji istotnych danych. Jen nie zareagował na pozostawienie przez BOJ docelowej stopy procentowej na poziomie 0-0,10%. Japoński bank centralny również utrzymał bieżącą prognozę gospodarczą zakładającą wzrost rzędu 3,3%, 1,6% i 2,0% odpowiednio w 2011, 2012 i 2013 roku.
Podczas dzisiejszej sesji europejskiej opublikowany zostanie wskaźnik zaufania konsumentów w Niemczech, szwajcarska konsumpcja oraz finanse publiczne i PKB za IV kw. w Wielkiej Brytanii. Więcej danych pojawi się podczas sesji północnoamerykańskiej, gdzie mamy kanadyjską inflację CPI oraz amerykański indeks cen domów, wskaźnik zaufania konsumentów i indeks aktywności w przemyśle wytwórczym Fedu z Richmond. Na popołudnie zaplanowane jest orędzie prezydenta Obamy.
Jeden z głównych amerykańskich think tanków opublikował wczoraj raport, w którym stwierdził, że oczekuje kompleksowego pakietu stabilizacyjnego w UE oraz podwyższenia przez EBC stóp procentowych już w trzecim kwartale. To spodobało się zwolennikom europejskiej waluty, która poszła w górę. Sesja okazała się nadzwyczaj zmienna – początkowa presja na euro związana z realizowaniem zysków szybko ustąpiła miejsca zwyżce prowadzącej aż do 2-miesięcznego maksimum.
Podczas sesji azjatyckiej inwestorzy skupili się na australijskiej inflacji CPI za czwarty kwartał, która trzy miesiące temu negatywnie zaskoczyła. Najważniejszymi elementami wzrostowymi wskaźnika miały być żywność, paliwa i nieruchomości mieszkalne, jednak bez względu na to inflacja spadła do +0,4% kw/kw i +2,7% r/r wobec oczekiwanych odpowiednio 0,7% i 3,0%. Tamtejszy bank centralny przykłada większą wagę do specjalnie zmodyfikowanego wskaźnika CPI, który również wykazał spadek do +0,3% kw/kw wobec oczekiwanych 0,7% i poprzednich 0,6%. W ujęciu rok do roku tak mierzona inflacja spadła do poziomu 2,2%, co daje najniższy poziom od czwartego kwartału 2009. Dane te najprawdopodobniej zmuszą RBA do wstrzymania jakichkolwiek działań mających na celu zacieśnienie polityki pieniężnej, do czasu oszacowania strat wynikających z powodzi. Po publikacji tych danych dolar australijski szybko stracił 30 pipsów, lecz znalazł wsparcie w okolicy 0,9930.
Gdzie indziej waluty utrzymywały się w zakresach w obliczu braku publikacji istotnych danych. Jen nie zareagował na pozostawienie przez BOJ docelowej stopy procentowej na poziomie 0-0,10%. Japoński bank centralny również utrzymał bieżącą prognozę gospodarczą zakładającą wzrost rzędu 3,3%, 1,6% i 2,0% odpowiednio w 2011, 2012 i 2013 roku.
Podczas dzisiejszej sesji europejskiej opublikowany zostanie wskaźnik zaufania konsumentów w Niemczech, szwajcarska konsumpcja oraz finanse publiczne i PKB za IV kw. w Wielkiej Brytanii. Więcej danych pojawi się podczas sesji północnoamerykańskiej, gdzie mamy kanadyjską inflację CPI oraz amerykański indeks cen domów, wskaźnik zaufania konsumentów i indeks aktywności w przemyśle wytwórczym Fedu z Richmond. Na popołudnie zaplanowane jest orędzie prezydenta Obamy.
Texas Instruments i Siemens prowadzą
www.saxobank.pl
Europejskie indeksy zaczną we wtorek wyżej w związku z dobrymi wynikami Texas Instruments (opublikowane wczoraj) i Siemensa (dziś rano). Oczekiwania dotyczące zakrojonych na dużą skalę programów odkupu akcji i zwiększonych wypłat dywidendy będą sprzyjać i tak już pozytywnym nastrojom.
Rynki akcji zdecydowanie odbiły się od testowanej na S&P 500 10-dniowej średniej kroczącej, który to indeks zakończył sesję zdecydowanie powyżej niej, sygnalizując, że możemy szykować się do kolejnego ataku na poziom 1300. Wczoraj nastrojom niewątpliwie pomógł komunikat Intela dotyczący przeznaczenia dodatkowych 10 mld USD na program odkupu akcji. Komunikat ten, podobnie jak inne podobne informacje publikowane dzisiaj, sugeruje, że góry gotówki zgromadzone w spółkach są zwracane udziałowcom lub angażowane do pracy. Innymi słowy, przedsiębiorstwa znajdują się w znacznie lepszej kondycji i znów są gotowe do inwestowania. Ostatecznie doprowadzi to do powstawania miejsc pracy, a zatem spodziewajcie się wzrostu wycen i wzrostu kursów akcji.
Siemens opublikował dziś rano bardzo dobre dane o zyskach i sprzedaży. Osiągnięto zysk na akcję w wysokości 1,932 euro w stosunku do oczekiwań na poziomie 1,684 euro, czyli o 15% wyższy. Również sprzedaż okazała się lepsza od oczekiwań – wyniosła 19,489 mld euro w stosunku do oczekiwań na poziomie 18,871 mld euro. Postępy odnotowano we wszystkich trzech segmentach działalności Siemensa. Utrzymywał się również intensywny wzrost zamówień sygnalizujący, jak już wspomnieliśmy, że przedsiębiorstwa znów zaczęły inwestować.
Dziś publikują wyniki takie spółki, jak US Steel, 3M Co, Johnson&Johnson i Verizon Communication.
Apetyt na ryzyko powraca – oprócz kolegów Siemensa (przyglądajcie się walorom takich spółek, jak ThyssenKrupp, Bekaert i Smiths Group) warto zainteresować się takimi proryzykownymi sektorami, jak surowce podstawowe (BHP Billiton i Rio Tinto) i energia (Shell, BP, OMV AG). Wydaje się, że inwestorzy ostatnio bardziej interesują się rynkami akcji, próbując skorzystać na wzroście wydatków konsumenckich – aby również na nich zarobić, możecie spojrzeć na sektor podróży i turystyki, w tym na takie spółki, jak Firstgroup, Thomas Cook i National Express.
Europejskie indeksy zaczną we wtorek wyżej w związku z dobrymi wynikami Texas Instruments (opublikowane wczoraj) i Siemensa (dziś rano). Oczekiwania dotyczące zakrojonych na dużą skalę programów odkupu akcji i zwiększonych wypłat dywidendy będą sprzyjać i tak już pozytywnym nastrojom.
Rynki akcji zdecydowanie odbiły się od testowanej na S&P 500 10-dniowej średniej kroczącej, który to indeks zakończył sesję zdecydowanie powyżej niej, sygnalizując, że możemy szykować się do kolejnego ataku na poziom 1300. Wczoraj nastrojom niewątpliwie pomógł komunikat Intela dotyczący przeznaczenia dodatkowych 10 mld USD na program odkupu akcji. Komunikat ten, podobnie jak inne podobne informacje publikowane dzisiaj, sugeruje, że góry gotówki zgromadzone w spółkach są zwracane udziałowcom lub angażowane do pracy. Innymi słowy, przedsiębiorstwa znajdują się w znacznie lepszej kondycji i znów są gotowe do inwestowania. Ostatecznie doprowadzi to do powstawania miejsc pracy, a zatem spodziewajcie się wzrostu wycen i wzrostu kursów akcji.
Siemens opublikował dziś rano bardzo dobre dane o zyskach i sprzedaży. Osiągnięto zysk na akcję w wysokości 1,932 euro w stosunku do oczekiwań na poziomie 1,684 euro, czyli o 15% wyższy. Również sprzedaż okazała się lepsza od oczekiwań – wyniosła 19,489 mld euro w stosunku do oczekiwań na poziomie 18,871 mld euro. Postępy odnotowano we wszystkich trzech segmentach działalności Siemensa. Utrzymywał się również intensywny wzrost zamówień sygnalizujący, jak już wspomnieliśmy, że przedsiębiorstwa znów zaczęły inwestować.
Dziś publikują wyniki takie spółki, jak US Steel, 3M Co, Johnson&Johnson i Verizon Communication.
Apetyt na ryzyko powraca – oprócz kolegów Siemensa (przyglądajcie się walorom takich spółek, jak ThyssenKrupp, Bekaert i Smiths Group) warto zainteresować się takimi proryzykownymi sektorami, jak surowce podstawowe (BHP Billiton i Rio Tinto) i energia (Shell, BP, OMV AG). Wydaje się, że inwestorzy ostatnio bardziej interesują się rynkami akcji, próbując skorzystać na wzroście wydatków konsumenckich – aby również na nich zarobić, możecie spojrzeć na sektor podróży i turystyki, w tym na takie spółki, jak Firstgroup, Thomas Cook i National Express.
Blog Vekslera: Atmosfera niepewności przed publikacją brytyjskiego PKB i amerykańskiego wskaźnika zaufania
Perspektywy w dalszym ciągu nie są do końca jasne. Nadal nie mam konkretnej opinii na temat kierunku, w jakim zwróci się sytuacja na rynkach, a preferowane przeze mnie poziomy niewiele się zmieniły przez ostatnie dwa dni.
Wciąż preferuję krótką pozycję na funcie brytyjskim, ale cierpliwie czekam na dogodną okazję, aby wejść na rynek. Euro zwyżkuje i wygląda na to, że zmierza w kierunku bariery na poziomie 1,3700 oraz magicznej strefy w okolicach 1,3750. Oczywiście w obliczu jutrzejszego posiedzenia FOMC nie mamy co liczyć na żadne konkretne ruchy – jesteśmy na etapie konsolidacji.
Cross AUDUSD wygląda całkiem nieźle, a inwestorzy mogą rozważyć zagranie na opcjach. Chodzi o 2-3 tygodniowe opcje put z ceną wykonania 0,9800 i deltą 25%. Jeśli ten wariant okaże się zbyt kosztowny, można równocześnie spróbować sprzedać opcje call z ceną wykonania 1,0200, aby chociaż częściowo sfinansować cały manewr.
Dzisiejszy kalendarz danych jest dość napięty. Uwagę z pewnością przyciągnie PKB w Wielkiej Brytanii i wskaźnik zaufania konsumentów w USA.
Nie zapomnijcie o kaskach. Styczeń na razie wygląda boleśnie…
Z pozdrowieniami,
Ken Veksler
Wciąż preferuję krótką pozycję na funcie brytyjskim, ale cierpliwie czekam na dogodną okazję, aby wejść na rynek. Euro zwyżkuje i wygląda na to, że zmierza w kierunku bariery na poziomie 1,3700 oraz magicznej strefy w okolicach 1,3750. Oczywiście w obliczu jutrzejszego posiedzenia FOMC nie mamy co liczyć na żadne konkretne ruchy – jesteśmy na etapie konsolidacji.
Cross AUDUSD wygląda całkiem nieźle, a inwestorzy mogą rozważyć zagranie na opcjach. Chodzi o 2-3 tygodniowe opcje put z ceną wykonania 0,9800 i deltą 25%. Jeśli ten wariant okaże się zbyt kosztowny, można równocześnie spróbować sprzedać opcje call z ceną wykonania 1,0200, aby chociaż częściowo sfinansować cały manewr.
Dzisiejszy kalendarz danych jest dość napięty. Uwagę z pewnością przyciągnie PKB w Wielkiej Brytanii i wskaźnik zaufania konsumentów w USA.
Nie zapomnijcie o kaskach. Styczeń na razie wygląda boleśnie…
Z pozdrowieniami,
Ken Veksler
poniedziałek, 24 stycznia 2011
Towary chwieją się po korektach na rynkach akcji w Chinach i USA
Ole S Hansen, Senior Manager, Saxo Bank, www.saxobank.pl
Niektóre towary zareagowały negatywnie na kolejną porcję solidnych danych gospodarczych z Chin, a także na indeks S&P 500, który odnotował pierwszą w 2011 r., niewielką korektę.
W rezultacie występujących po opublikowaniu danych o wzroście gospodarczym na koniec 2010 r. obaw związanych z potencjalnym przegrzaniem chińskiej gospodarki najbardziej ucierpiały metale szlachetne i przemysłowe. Wzrost PKB okazał się wyższy od oczekiwań przy inflacji wyższej od przyjętego przez bank centralny poziomu docelowego – a wygląda na to, iż w najbliższych miesiącach tempo wzrostu cen bynajmniej nie osłabnie.
Rynek akcji w Stanach Zjednoczonych odnotował pierwszą od dwóch miesięcy istotną korektę – czy jednak sygnalizowane przez analizę techniczną nadmierne wykupienie doprowadzi do głębszego załamania? Naprawdę trudno powiedzieć, zwłaszcza, gdy uwzględni się odporność rynku w trakcie ostatnich sześciu miesięcy. Wyraźna jest tylko silna korelacja między S&P 500 a wynikami innych rynków. Jeżeli początkowa chwiejność przerodzi się w głębszą korektę, z załamaniem najprawdopodobniej będą się musiały liczyć również rynki towarów – i to pomimo mocnych danych fundamentalnych.
Na rynkach walutowych powróciły spadki dolara związane głównie ze wzrostami euro, które w trakcie ostatnich kilku tygodni zyskało 5%. W obliczu inflacji w strefie euro przekraczającej 2% prezes EBC zdecydował się na przedstawienie raczej jastrzębiego komentarza. W rezultacie rentowność niemieckich dwuletnich obligacji benchmarkowych osiągnęła poziom o 68 punktów bazowych przekraczający rentowność podobnych obligacji Stanów Zjednoczonych – to dwuletnie maksimum spreadu sprawia, że euro staje się atrakcyjne dla inwestorów lubiących carry trade.
Wspomniana słabość dolara nie pomogła towarom – indeks Reuters Jeffries CRB w tym tygodniu nie uległ zmianie, gdy na nastroje zaczęły wpływać dane gospodarcze z Chin. Głównym przegranym jest srebro, jeden z najlepszych towarów 2010 r. – jego cena spadła w zeszłym tygodniu o 6%, gdy inwestorzy krótkoterminowi wycofali się z pozycji na kontraktach futures i funduszach ETF.
Wielkość inwestycji w złoto dokonywanych za pośrednictwem funduszy ETF po spadku o 48 ton w stosunku do górki z 20 grudnia powróciła do poziomów z sierpnia. Łączny wolumen inwestycji to nadal ponad 2 000 ton, jednak spadł on w rezultacie likwidacji pozycji na srebrze, a także na skutek tego, że rynek złota jest bardzo płynny i daje inwestorom możliwość szybkiej realizacji zysków.
Znaczące poziomy wsparcia na złocie to październikowe i listopadowe minima na poziomie 1330 i 1315, a także 1280 jako niezwykle istotna 200-dniowa średnia krocząca. Srebro tymczasem wygląda na kruche – przełamało trend wzrostowy, a następnie spadło poniżej 28 dolarów, czyli poziomu stanowiącego obecnie opór. Wsparcie odnaleźć można na 26,35 i 25,00.
Metale przemysłowe, takie jak miedź, traciły grunt pod nogami w rezultacie obaw związanych z tym, że dalsze zacieśnianie polityki monetarnej w Chinach doprowadzi do spadku popytu. Na początku tygodnia notowana na LME miedź osiągnęła nowe maksimum, gdy opublikowano prognozy dotyczące globalnych niedoborów rzędu 500 – 600 tysięcy ton. W związku z tym należy się spodziewać, że wszelkie korekty będą raczej krótkotrwałe.
Świat ropy naftowej jest nieco zdezorientowany w związku z pojawiającymi się wątpliwościami dotyczącymi dwóch globalnych benchmarków. Cena ropy WTI uważana jest za zbyt niską, ponieważ nadwyżka podaży w miejscowości Cushing w stanie Oklahoma, odciętym od morza centrum dystrybucyjnym, sprawiła, iż pojawiły się pytania o zdolność tego gatunku ropy do precyzyjnego odzwierciedlania światowego popytu.
Tymczasem wydobywana na Morzu Północnym ropa Brent, która zaliczyła ostatnio górkę na poziomie 99,2 dolarów i notowana jest 7 dolarów powyżej WTI, również stała się przedmiotem poważniejszych analiz. Okazuje się, że pewna amerykańska grupa inwestycyjna przejęła kontrolę nad niemal jedną trzecią lutowych dostaw. W rezultacie doszło do inflacji ceny Brentu i pojawienia się pytań o to, co właściwie odzwierciedla godziwą wartość ropy w ogóle.
Międzynarodowa Agencja Energii przewiduje, że w 2011 r. popyt wzrośnie o 1,4 mln baryłek dziennie (b/d) do 89,1 mln, po tym jak w 2010 r. wzrósł o 2,75 mln b/d, co stanowiło największą dodatnią zmianę od 30 lat. Jednocześnie ostrzeżono, iż obecne ceny ropy mogą przyczynić się do wyhamowania ożywienia gospodarczego. Wygląda na to, że Arabia Saudyjska zgadza się z tym założeniem, ponieważ ostatnio zaczęła po cichu zwiększać produkcję, tym samym zapobiegając dotarciu przez ceny do psychologicznej granicy 100 dolarów.
W przypadku produkcji poza krajami OPEC w 2011 r. oczekuje się wzrostu o 0,6 mln b/d, co oznacza, że sam OPEC, zwany „Centralnym Bankiem Ropy”, będzie musiał w tym roku podjąć pewną liczbę bardzo istotnych decyzji dotyczących tego, czy potencjalne niedobory zostaną zaspokojone w rezultacie oficjalnie zatwierdzonego wzrostu produkcji.
Ropa WTI obecnie utrzymuje się w wąskim, poziomym kanale od 87 do 92,50 USD, zaś głównym czynnikiem ryzyka spadków, poza potencjalną słabością rynku akcji, pozostaje spekulacyjna długa pozycja na kontraktach futures, która nadal utrzymuje się na wysokim poziomie 169 mln baryłek.
Wracając do sektora rolniczego – w Stanach Zjednoczonych rozpoczęła się walka o areał, przy czym wydaje się, że ryż ją przegrywa, ponieważ farmerzy przestawiają się na bardziej zyskowne zboża, takie jak kukurydza i pszenica. W rezultacie cena pochodzącego z USA ryżu wzrosła w tym tygodniu o 5%, a to może przyczynić się do wzrostu nerwowości związanej z bezpieczeństwem żywnościowym – trzeba pamiętać, że ryż jest podstawą diety dla miliardów ludzi.
Odpowiedzialne za katastrofalne powodzie w Australii i Azji Południowo-Wschodniej zjawisko pogodowe znane jako La Niña może zbliżać się do apogeum, jednak tak czy inaczej oczekuje się, że będzie się ono utrzymywać jeszcze przez dwa miesiące. La Niña stanowi kolejny symptom powszechnie występujących od ponad roku niekorzystnych warunków pogodowych wpływających na ceny żywności i inflację.
Spójrzmy wreszcie na wyniki sektorów mierzone sektorowymi indeksami Dow Jones UBS – widzimy, że zboża nadal radzą sobie najlepiej, podczas gdy dwa sektory metalowe wloką się za peletonem.
Niektóre towary zareagowały negatywnie na kolejną porcję solidnych danych gospodarczych z Chin, a także na indeks S&P 500, który odnotował pierwszą w 2011 r., niewielką korektę.
W rezultacie występujących po opublikowaniu danych o wzroście gospodarczym na koniec 2010 r. obaw związanych z potencjalnym przegrzaniem chińskiej gospodarki najbardziej ucierpiały metale szlachetne i przemysłowe. Wzrost PKB okazał się wyższy od oczekiwań przy inflacji wyższej od przyjętego przez bank centralny poziomu docelowego – a wygląda na to, iż w najbliższych miesiącach tempo wzrostu cen bynajmniej nie osłabnie.
Rynek akcji w Stanach Zjednoczonych odnotował pierwszą od dwóch miesięcy istotną korektę – czy jednak sygnalizowane przez analizę techniczną nadmierne wykupienie doprowadzi do głębszego załamania? Naprawdę trudno powiedzieć, zwłaszcza, gdy uwzględni się odporność rynku w trakcie ostatnich sześciu miesięcy. Wyraźna jest tylko silna korelacja między S&P 500 a wynikami innych rynków. Jeżeli początkowa chwiejność przerodzi się w głębszą korektę, z załamaniem najprawdopodobniej będą się musiały liczyć również rynki towarów – i to pomimo mocnych danych fundamentalnych.
Na rynkach walutowych powróciły spadki dolara związane głównie ze wzrostami euro, które w trakcie ostatnich kilku tygodni zyskało 5%. W obliczu inflacji w strefie euro przekraczającej 2% prezes EBC zdecydował się na przedstawienie raczej jastrzębiego komentarza. W rezultacie rentowność niemieckich dwuletnich obligacji benchmarkowych osiągnęła poziom o 68 punktów bazowych przekraczający rentowność podobnych obligacji Stanów Zjednoczonych – to dwuletnie maksimum spreadu sprawia, że euro staje się atrakcyjne dla inwestorów lubiących carry trade.
Wspomniana słabość dolara nie pomogła towarom – indeks Reuters Jeffries CRB w tym tygodniu nie uległ zmianie, gdy na nastroje zaczęły wpływać dane gospodarcze z Chin. Głównym przegranym jest srebro, jeden z najlepszych towarów 2010 r. – jego cena spadła w zeszłym tygodniu o 6%, gdy inwestorzy krótkoterminowi wycofali się z pozycji na kontraktach futures i funduszach ETF.
Wielkość inwestycji w złoto dokonywanych za pośrednictwem funduszy ETF po spadku o 48 ton w stosunku do górki z 20 grudnia powróciła do poziomów z sierpnia. Łączny wolumen inwestycji to nadal ponad 2 000 ton, jednak spadł on w rezultacie likwidacji pozycji na srebrze, a także na skutek tego, że rynek złota jest bardzo płynny i daje inwestorom możliwość szybkiej realizacji zysków.
Znaczące poziomy wsparcia na złocie to październikowe i listopadowe minima na poziomie 1330 i 1315, a także 1280 jako niezwykle istotna 200-dniowa średnia krocząca. Srebro tymczasem wygląda na kruche – przełamało trend wzrostowy, a następnie spadło poniżej 28 dolarów, czyli poziomu stanowiącego obecnie opór. Wsparcie odnaleźć można na 26,35 i 25,00.
Metale przemysłowe, takie jak miedź, traciły grunt pod nogami w rezultacie obaw związanych z tym, że dalsze zacieśnianie polityki monetarnej w Chinach doprowadzi do spadku popytu. Na początku tygodnia notowana na LME miedź osiągnęła nowe maksimum, gdy opublikowano prognozy dotyczące globalnych niedoborów rzędu 500 – 600 tysięcy ton. W związku z tym należy się spodziewać, że wszelkie korekty będą raczej krótkotrwałe.
Świat ropy naftowej jest nieco zdezorientowany w związku z pojawiającymi się wątpliwościami dotyczącymi dwóch globalnych benchmarków. Cena ropy WTI uważana jest za zbyt niską, ponieważ nadwyżka podaży w miejscowości Cushing w stanie Oklahoma, odciętym od morza centrum dystrybucyjnym, sprawiła, iż pojawiły się pytania o zdolność tego gatunku ropy do precyzyjnego odzwierciedlania światowego popytu.
Tymczasem wydobywana na Morzu Północnym ropa Brent, która zaliczyła ostatnio górkę na poziomie 99,2 dolarów i notowana jest 7 dolarów powyżej WTI, również stała się przedmiotem poważniejszych analiz. Okazuje się, że pewna amerykańska grupa inwestycyjna przejęła kontrolę nad niemal jedną trzecią lutowych dostaw. W rezultacie doszło do inflacji ceny Brentu i pojawienia się pytań o to, co właściwie odzwierciedla godziwą wartość ropy w ogóle.
Międzynarodowa Agencja Energii przewiduje, że w 2011 r. popyt wzrośnie o 1,4 mln baryłek dziennie (b/d) do 89,1 mln, po tym jak w 2010 r. wzrósł o 2,75 mln b/d, co stanowiło największą dodatnią zmianę od 30 lat. Jednocześnie ostrzeżono, iż obecne ceny ropy mogą przyczynić się do wyhamowania ożywienia gospodarczego. Wygląda na to, że Arabia Saudyjska zgadza się z tym założeniem, ponieważ ostatnio zaczęła po cichu zwiększać produkcję, tym samym zapobiegając dotarciu przez ceny do psychologicznej granicy 100 dolarów.
W przypadku produkcji poza krajami OPEC w 2011 r. oczekuje się wzrostu o 0,6 mln b/d, co oznacza, że sam OPEC, zwany „Centralnym Bankiem Ropy”, będzie musiał w tym roku podjąć pewną liczbę bardzo istotnych decyzji dotyczących tego, czy potencjalne niedobory zostaną zaspokojone w rezultacie oficjalnie zatwierdzonego wzrostu produkcji.
Ropa WTI obecnie utrzymuje się w wąskim, poziomym kanale od 87 do 92,50 USD, zaś głównym czynnikiem ryzyka spadków, poza potencjalną słabością rynku akcji, pozostaje spekulacyjna długa pozycja na kontraktach futures, która nadal utrzymuje się na wysokim poziomie 169 mln baryłek.
Wracając do sektora rolniczego – w Stanach Zjednoczonych rozpoczęła się walka o areał, przy czym wydaje się, że ryż ją przegrywa, ponieważ farmerzy przestawiają się na bardziej zyskowne zboża, takie jak kukurydza i pszenica. W rezultacie cena pochodzącego z USA ryżu wzrosła w tym tygodniu o 5%, a to może przyczynić się do wzrostu nerwowości związanej z bezpieczeństwem żywnościowym – trzeba pamiętać, że ryż jest podstawą diety dla miliardów ludzi.
Odpowiedzialne za katastrofalne powodzie w Australii i Azji Południowo-Wschodniej zjawisko pogodowe znane jako La Niña może zbliżać się do apogeum, jednak tak czy inaczej oczekuje się, że będzie się ono utrzymywać jeszcze przez dwa miesiące. La Niña stanowi kolejny symptom powszechnie występujących od ponad roku niekorzystnych warunków pogodowych wpływających na ceny żywności i inflację.
Spójrzmy wreszcie na wyniki sektorów mierzone sektorowymi indeksami Dow Jones UBS – widzimy, że zboża nadal radzą sobie najlepiej, podczas gdy dwa sektory metalowe wloką się za peletonem.
Wiadomości FX: Euro pauzuje po osiągnięciu 2-miesięcznego maksimum
www.saxobank.pl
Dane z International Monetary Market wskazują na ograniczenie pozycji krótkich; liczba długich nie zwiększa się
Komentarz rynkowy:
Końcówka zeszłego tygodnia okazała się wyjątkowo zmienna. Euro mocno zwyżkowało po publikacji wyników badania instytutu IFO w Niemczech; świetnie wypadł również belgijski wskaźnik zaufania konsumentów (najwyższy poziom od września 2007). Optymistycznie został przyjęty także hiszpański plan dokapitalizowania tamtejszych Cajas (co nie spodobało się niedźwiedziom na euro!). Z drugiej strony funt brytyjski po raz kolejny rozczarował w związku ze słabym wynikiem sprzedaży detalicznej (choć tu akurat w dużej mierze zawiniła pogoda) i nieco gołębim komentarzem Posena („to, że rynek już zdyskontował podwyżkę oprocentowania w 2011 wcale nie oznacza, że oprocentowanie rzeczywiście wzrośnie”). Cross USDCHF obronił się przed spadkami w obliczu niedawnych negatywnych komentarzy przedstawicieli SNB. Dolar kanadyjski nie zwrócił uwagi na słabsze kursy ropy naftowej i zwyżkował do 3-dniowego maksimum wobec USD – główną przyczyną okazał się świetny wynik sprzedaży detalicznej (+1,3% m/m wobec oczekiwanych 0,5% oraz korekta w górę wyniku z zeszłego miesiąca).
Piątkowa sesja w USA była właściwie pozbawiona publikacji danych, a giełda na Wall Street zakończyła tydzień bez wyraźnego trendu. Amerykański rynek obligacji zwyżkował, kiedy Fed zakupił 10-letnie papiery o wartości 8 mld USD – w rezultacie indeks dolarowy zakończył sesję na najniższym poziomie od dwóch miesięcy, a euro po raz pierwszy od jakiegoś czasu przełamało poziom 1,36 (co oznacza tygodniowy wzrost wobec dolara rzędu 1,7%). Jednak dane IMM sugerują, że obecne wzmożone zainteresowanie europejską walutą spowodowane jest raczej zamykaniem krótkich pozycji na EURUSD, niż otwieraniem nowych długich.
Podczas dzisiejszej sesji europejskiej sprawy nabierają nieco tempa – mamy takie dane, jak PMI dla strefy euro oraz aktywność w przemyśle niemieckim i europejskim. W USA znów nie widać żadnych istotnych danych, ale dalsza część tygodnia może okazać się wielce interesująca biorąc pod uwagę czwartkowe orędzie prezydenta Obamy, pierwsze w tym roku posiedzenie Fedu oraz piątkową publikację wyniku PKB za IV kwartał.
Dane z International Monetary Market wskazują na ograniczenie pozycji krótkich; liczba długich nie zwiększa się
Komentarz rynkowy:
Końcówka zeszłego tygodnia okazała się wyjątkowo zmienna. Euro mocno zwyżkowało po publikacji wyników badania instytutu IFO w Niemczech; świetnie wypadł również belgijski wskaźnik zaufania konsumentów (najwyższy poziom od września 2007). Optymistycznie został przyjęty także hiszpański plan dokapitalizowania tamtejszych Cajas (co nie spodobało się niedźwiedziom na euro!). Z drugiej strony funt brytyjski po raz kolejny rozczarował w związku ze słabym wynikiem sprzedaży detalicznej (choć tu akurat w dużej mierze zawiniła pogoda) i nieco gołębim komentarzem Posena („to, że rynek już zdyskontował podwyżkę oprocentowania w 2011 wcale nie oznacza, że oprocentowanie rzeczywiście wzrośnie”). Cross USDCHF obronił się przed spadkami w obliczu niedawnych negatywnych komentarzy przedstawicieli SNB. Dolar kanadyjski nie zwrócił uwagi na słabsze kursy ropy naftowej i zwyżkował do 3-dniowego maksimum wobec USD – główną przyczyną okazał się świetny wynik sprzedaży detalicznej (+1,3% m/m wobec oczekiwanych 0,5% oraz korekta w górę wyniku z zeszłego miesiąca).
Piątkowa sesja w USA była właściwie pozbawiona publikacji danych, a giełda na Wall Street zakończyła tydzień bez wyraźnego trendu. Amerykański rynek obligacji zwyżkował, kiedy Fed zakupił 10-letnie papiery o wartości 8 mld USD – w rezultacie indeks dolarowy zakończył sesję na najniższym poziomie od dwóch miesięcy, a euro po raz pierwszy od jakiegoś czasu przełamało poziom 1,36 (co oznacza tygodniowy wzrost wobec dolara rzędu 1,7%). Jednak dane IMM sugerują, że obecne wzmożone zainteresowanie europejską walutą spowodowane jest raczej zamykaniem krótkich pozycji na EURUSD, niż otwieraniem nowych długich.
Podczas dzisiejszej sesji europejskiej sprawy nabierają nieco tempa – mamy takie dane, jak PMI dla strefy euro oraz aktywność w przemyśle niemieckim i europejskim. W USA znów nie widać żadnych istotnych danych, ale dalsza część tygodnia może okazać się wielce interesująca biorąc pod uwagę czwartkowe orędzie prezydenta Obamy, pierwsze w tym roku posiedzenie Fedu oraz piątkową publikację wyniku PKB za IV kwartał.
Lepsze otwarcie pomimo rozczarowujących zysków Philipsa
www.saxobank.pl
Oczekuje się, iż indeksy europejskie zaczną w poniedziałek wyżej w związku z oczekiwaniami dotyczącymi dobrych wyników niemieckiego Indeksu Menedżerów Zaopatrzenia (PMI), a także wysokim poziomem europejskich zamówień przemysłowych. Philips rozczarował dziś rano zyskami, a to mogło nieco negatywnie wpłynąć na otwarcie. Wypatrujcie niemieckiego PMI publikowanego o 8.30 GMT, a także nowych zamówień w przemyśle strefy euro publikowanych o 10.00 GMT. Poza tym zwróćcie uwagę na raporty takich spółek, jak Halliburton i McDonalds – obydwa publikowane przed otwarciem rynków w Stanach Zjednoczonych.
Po słabym zamknięciu rynków w zeszłym tygodniu, częściowo związanym z rozczarowującymi zyskami Goldman Sachs, przygotowujemy się do kolejnej rundy publikacji wyników przez wielkie korporacje z Europy i USA. Dziś rano jednak inwestorzy będą zwracać uwagę przede wszystkim na niemiecki indeks PMI oraz nowe zamówienia przemysłowe strefy euro. Analitycy oczekują, iż niemiecki indeks menedżerów zaopatrzenia PMI osiągnie taki sam poziom, jak poprzednio, a mianowicie 60,9, podczas gdy poziom nowych zamówień w strefie euro ma się zwiększyć w ujęciu rok do roku w stosunku do poprzedniego odczytu 14,8% i osiągnąć 17,4%. Tak poważny wzrost, jeżeli faktycznie zostanie osiągnięty, z pewnością pozytywnie wpłynie na rynki.
Philips opublikował dziś rano raczej rozczarowujące dane o zyskach. Zysk na akcję za cały rok 2010 wyniósł 1,54 euro wobec oczekiwań na poziomie 1,828 euro. Jest to jednak poprawa w stosunku do osiągniętego w zeszłym roku poziomu 0,443 euro na akcję. Wzrosła również sprzedaż, jednak z pewnością nie tak bardzo, jak zyski, co świadczy o tym, że Philipsowi ponownie udało się porządnie zwiększyć marże.
Przed otwarciem rynków w Stanach Zjednoczonych zaplanowano publikację wyników korporacji Halliburton – rynek spodziewa się wysokich zysków, chociaż zdaniem analityków spółka nie powtórzy piątkowego sukcesu Schlumbergera, a jej zyski nie powinny szczególnie różnić się od poziomu osiągniętego w IV kw. 2009 r. Tak czy inaczej, zgodnie z prognozami zyski mają wzrosnąć. Przyglądajcie się dziś również takim spółkom, jak Acergy, Seadrill i Petrofac. Przed otwarciem rynku w Stanach Zjednoczonych wyniki opublikuje również McDonalds – inwestorzy oczekują umiarkowanego wzrostu zarówno zysków (zysk na akcję: 1,155 w stosunku do 1,092 w poprzednim okresie), jak i sprzedaży (6,195 mld USD w stosunku do 5,859 mld USD kwartał wcześniej).
Oczekuje się, iż indeksy europejskie zaczną w poniedziałek wyżej w związku z oczekiwaniami dotyczącymi dobrych wyników niemieckiego Indeksu Menedżerów Zaopatrzenia (PMI), a także wysokim poziomem europejskich zamówień przemysłowych. Philips rozczarował dziś rano zyskami, a to mogło nieco negatywnie wpłynąć na otwarcie. Wypatrujcie niemieckiego PMI publikowanego o 8.30 GMT, a także nowych zamówień w przemyśle strefy euro publikowanych o 10.00 GMT. Poza tym zwróćcie uwagę na raporty takich spółek, jak Halliburton i McDonalds – obydwa publikowane przed otwarciem rynków w Stanach Zjednoczonych.
Po słabym zamknięciu rynków w zeszłym tygodniu, częściowo związanym z rozczarowującymi zyskami Goldman Sachs, przygotowujemy się do kolejnej rundy publikacji wyników przez wielkie korporacje z Europy i USA. Dziś rano jednak inwestorzy będą zwracać uwagę przede wszystkim na niemiecki indeks PMI oraz nowe zamówienia przemysłowe strefy euro. Analitycy oczekują, iż niemiecki indeks menedżerów zaopatrzenia PMI osiągnie taki sam poziom, jak poprzednio, a mianowicie 60,9, podczas gdy poziom nowych zamówień w strefie euro ma się zwiększyć w ujęciu rok do roku w stosunku do poprzedniego odczytu 14,8% i osiągnąć 17,4%. Tak poważny wzrost, jeżeli faktycznie zostanie osiągnięty, z pewnością pozytywnie wpłynie na rynki.
Philips opublikował dziś rano raczej rozczarowujące dane o zyskach. Zysk na akcję za cały rok 2010 wyniósł 1,54 euro wobec oczekiwań na poziomie 1,828 euro. Jest to jednak poprawa w stosunku do osiągniętego w zeszłym roku poziomu 0,443 euro na akcję. Wzrosła również sprzedaż, jednak z pewnością nie tak bardzo, jak zyski, co świadczy o tym, że Philipsowi ponownie udało się porządnie zwiększyć marże.
Przed otwarciem rynków w Stanach Zjednoczonych zaplanowano publikację wyników korporacji Halliburton – rynek spodziewa się wysokich zysków, chociaż zdaniem analityków spółka nie powtórzy piątkowego sukcesu Schlumbergera, a jej zyski nie powinny szczególnie różnić się od poziomu osiągniętego w IV kw. 2009 r. Tak czy inaczej, zgodnie z prognozami zyski mają wzrosnąć. Przyglądajcie się dziś również takim spółkom, jak Acergy, Seadrill i Petrofac. Przed otwarciem rynku w Stanach Zjednoczonych wyniki opublikuje również McDonalds – inwestorzy oczekują umiarkowanego wzrostu zarówno zysków (zysk na akcję: 1,155 w stosunku do 1,092 w poprzednim okresie), jak i sprzedaży (6,195 mld USD w stosunku do 5,859 mld USD kwartał wcześniej).
Subskrybuj:
Posty (Atom)