poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Blog Vekslera: Czy zbliżamy się do krawędzi? Rynek potrzebuje rozwiązania strukturalnego

Krawędź przepaści nigdy nie była tak blisko – w trakcie ostatnich 15 lat z pewnością zbliżyliśmy się do niej pięć czy sześć razy, ale dopiero teraz mamy naprawdę dobry widok w dół.
Jeżeli chodzi o głównych graczy, to dziś mamy szanse na kolejne rekordy złota, tym razem w okolicach 1700 – umacniają się też frank szwajcarski i jen, chociaż obecnie nabywcy muszą liczyć się z poważną groźbą interwencji banków centralnych.

Do najważniejszych wydarzeń weekendu zaliczyć możemy tymczasem oficjalną zmianę stanowiska EBC, który oświadczył, że będzie teraz skupować hiszpańskie i włoskie obligacje, starając się powstrzymać rozwój kryzysu, a także zapewnić rynkowi płynność i zagwarantować jego stabilność. Wiecie może, czy S&P przyznaje EBC jakiś oficjalny rating? Czy europejskie QE pod inną nazwą to nie QE?

I wreszcie najważniejsze: czy to naprawdę ma jeszcze jakieś znaczenie? Bynajmniej nie chcę tu powiedzieć, że jesteśmy wszyscy skazani na totalną zagładę – wprost przeciwnie, sugeruję raczej, że z podobnymi sytuacjami mieliśmy już do czynienia (ostatni raz, oczywiście, trzy lata temu). Obecnie różnica polega jednak na tym, że tym razem można mieć nadzieję na wprowadzenie jakichś zmian strukturalnych...

W odniesieniu do dzisiejszego rynku spodziewam się, że nie zabraknie płynności, a przepływy kapitału będą bardzo nieregularne. Załóżcie zatem kaski, a jeśli jesteście w stanie uniknąć rynku, sugeruję, byście wstrzymali się z grą na kilka dni.

Dziś nie mam już zbyt dużo do dodania, ale śledźcie mnie na Twitterze (@KenVeksler)!

Commodity Update: Towary tracą w związku z obawami o słaby wzrost PKB


Perspektywy dla globalnego wzrostu pogarszają się — częściowo w rezultacie rosnących cen i energii. W efekcie ucierpiał również apetyt na ryzyko.

Rzeź na rynkach walutowych i dłużnych rozprzestrzeniła się w tym tygodniu również na akcje i towary. Najbardziej obserwowany indeks akcji na świecie, S&P 500, spadł poniżej 200-dniowej średniej kroczącej, oddając przy okazji wszystkie tegoroczne wzrosty. Poszukujący bezpieczeństwa inwestorzy rzucili się na franka szwajcarskiego i jena, ale banki centralne Szwajcarii i Japonii stwierdziły, że mają dosyć, i ogłosiły wdrożenie środków zmierzających do ograniczenia dalszej aprecjacji krajowych walut. Na rynkach towarowych złoto odnotowało nowy nominalny rekord, ponieważ zarówno inwestorzy, jak i banki centralne kontynuowali zwiększanie zaangażowania w ten żółty metal.

Sektor towarów poważnie ucierpiał – trzy najważniejsze indeksy ponownie odnotowały spadki w stosunku do początku roku, zaś szczególnie poważne straty zaobserwowano w sektorach metali bazowych i energetycznym. Wpływ czterdziestoprocentowego wzrostu ceny ropy Brent w stosunku do średniej z 2010 r. staje się obecnie coraz bardziej wyraźny – wrażliwe ożywienie gospodarcze nie poradziło sobie ze wzrostami cen w trakcie ostatnich 6–9 miesięcy. Sytuację pogarsza kryzys zadłużenia w Europie i Stanach Zjednoczonych – należy się zatem spodziewać, że w najbliższych tygodniach ceny towarów nie będą przesadnie skore do wzrostów.

Ponieważ sytuacja w zakresie europejskiego zadłużenia nadal przeraża inwestorów, obecnie muszą oni brać pod uwagę również ryzyko podwójnego dna recesji w Ameryce. Trzecia runda programu quantitative easing, która jeszcze niedawno była nie do pomyślenia, mogłaby ponownie stać się przedmiotem debat decydentów – jej wprowadzenie mogłoby pomóc takim aktywom trwałym, jak towary, podobnie jak to się stało w drugiej połowie 2010 r.

Indeks Reuters Jeffries CRB spadł od początku tygodnia o prawie 4% – zaledwie kilka rynków odnotowuje wzrosty związane z aktywnością inwestorów poszukujących bezpiecznych przystani bądź z warunkami atmosferycznymi.


Czas na złoto!

Dzięki aktywności poszukujących bezpiecznej lokaty kapitału inwestorów cena złota osiągnęła nowe nominalne maksimum na poziomie 1681 USD. Metal ten nie okazał się jednak całkowicie odporny na powszechne wyprzedaże. Przyspieszającym czwartkowym spadkom S&P 500 towarzyszyła gwałtowna, 40-dolarowa korekta ceny złota, które jednak szybko odzyskało dobrą formę.


Ceny ropy spadają na skutek spowolnienia gospodarczego

Cena ropy WTI spadła do najniższego poziomu od ośmiu miesięcy, gdy trwający od minimum z 2009 r. trend wzrostowy został przełamany. Po utracie ponad 25% w stosunku do majowego maksimum utrzymuje się ona zaledwie jakieś pięć dolarów powyżej średniej z 2010 na poziomie 80 dolarów. Tymczasem ropa Brent po raz trzeci w tym roku dotarła do poziomu wsparcia poniżej 105 – spread w stosunku do WTI nie ma problemów z utrzymaniem się powyżej 20 dolarów.


Zboża: korekty umiarkowane w porównaniu z innymi towarami

Temperatury w całych Stanach Zjednoczonych są tego lata wyższe od typowych. W rezultacie jakość zbóż pogorszyła się, co z kolei powstrzymało nadmierne spadki cen pomimo spowodowanej słabszym wzrostem gospodarczym ogólnej niechęci do ryzyka. Odzwierciedlający wycenę nowych plonów kurs kontraktów na kukurydzę z dostawą w grudniu powrócił do czerwcowych maksimów.


Metale bazowe tanieją w związku z niższym popytem

Po największym tygodniowym spadku od marca miedź wraz z innymi metalami bazowymi osiągnęła pięciotygodniowe minimum. Indeks metali bazowych LME spadł o 5,5%, natomiast koszyk europejskich spółek oferujących zasoby podstawowe stracił ponad dwa razy tyle w związku z obawami przed tym, że załamanie globalnej gospodarki w najbliższych miesiącach ograniczy popyt.

Cukier: inwestorzy zajmujący spekulacyjne długie pozycje kierują się do wyjścia

Cukier odnotował w tym tygodniu poważne straty w związku z połączeniem oczekiwań dotyczących ostrego wzrostu produkcji na półkuli północnej, a także braku sprzyjających wzrostom cen wieści z będącej największym światowym dostawcą Brazylii, gdzie obniżona produkcja w lipcu pomogła słodkim kryształkom osiągnąć cenę 31,68 centa za funt – wkrótce jednak na rynku pojawili się miłośnicy realizacji zysków.

piątek, 5 sierpnia 2011

Steen Jakobsen: Nie wierzcie propagandzie – porozumienie w sprawie amerykańskiego budżetu to bubel

Gdy przyjrzymy się bliżej nowemu, zawartemu w ostatniej chwili porozumieniu w sprawie pułapu zadłużenia Stanów Zjednoczonych, dostrzeżemy, że jest to czysto polityczny układ będący kolejnym jawnym przykładem stosowanej przy okazji każdego kryzysu finansowego od czasów reakcji Greenspana na krach na rynku akcji w 1987 r. strategii zamiatania pod dywan. Oczywistym celem obecnej umowy budżetowej jest zamiana najbliższych wyborów prezydenckich w ni mniej, ni więcej, tylko referendum, w trakcie którego naród zdecyduje, czy chce antypodatkowego Republikanina, czy propodatkowego Demokratę.

Nawet w trakcie legislacyjnych prac przygotowawczych, które doprowadziły do zawarcia układu, zawsze chodziło wyłącznie o wyrażenie poglądów politycznych – nigdy o szczegóły wdrażanych projektów. Teraz wiceprezydent Biden musi zająć się dopracowaniem konkretnych przewidzianych w porozumieniu rozwiązań – prawdziwa batalia rozegra się natomiast w nowym, składającym się z zaledwie sześciu Republikanów i sześciu Demokratów „konwencie seniorów” zwanym „Superkongresem”.


Cóż takiego nadzwyczajnego jest we wspomnianym niekonstytucyjnym „Superkongresie”? Co prawda politycy świętują jego powstanie jako zwycięstwo, które pozwoli uratować ludzkość, ale nawet dziecko jest w stanie dostrzec, że jedynym celem jego powstania jest przeniesienie wszelkich niezbędnych cięć wydatków i podwyżek podatków na następne kadencje wybieralnych organów władzy ustawodawczej i wykonawczej. To jasne, że Superkongres nie uzgodni niczego nawet przed przekuciem zawartego układu na konkretne rozwiązania legislacyjne – dzieje się tak dlatego, że przeciwni cięciu wydatków Kozacy z Partii Demokratycznej są skutecznie powstrzymywani przez republikańskich Tatarzynów, którzy nie zamierzają zwiększać podatków. Tymczasem nawet domniemane oszczędności uzyskane dzięki zawartemu układowi pozostają niezgodne ze scenariuszem bazowym, w ramach którego przewiduje się wzrost zadłużenia Stanów Zjednoczonych o 10 bilionów dolarów w ciągu najbliższych 10 lat (i to wyłącznie pod warunkiem ziszczenia się pozytywnych prognoz dotyczących wzrostu gospodarczego) – oszczędności uzyskane dzięki nowemu planowi zostaną zatem przeznaczone wyłącznie na ograniczenie tempa przyrostu długu, a nie na zmniejszenie jego aktualnego poziomu. Domyślam się, że dla polityków to prawie to samo – wydaje się, że nieco uspokaja ich myśl, że do krawędzi przepaści będą zbliżać się z prędkością nie 100, a 80 mil na godzinę. Voilà! – i po problemie.


Brak spójności między debatą polityczną a brzydką rzeczywistością fiskalną widać, niestety, również w innych przeżywających problemy regionach, takich jak Europa, Rosja czy Azja. Wydaje się, że jest on spowodowany bezowocnymi próbami chwytania się brzytew przez tonących najwyższych kapłanów tajemnej nauki, jaką jest ekonomia. Ich starania bynajmniej nie zaradziły pojawieniu się takich chorób, jak słaby wzrost gospodarczy, bańki na rynkach instrumentów dłużnych czy apatia w systemie politycznym.


Niestety, nie istnieją żadne zbiory „najlepszych praktyk” dla zarządzających gospodarkami. Tak, kiedy trzeba szybko osiągnąć określony cel, najlepszym narzędziem jest gospodarka centralnie planowana, jednak w obliczu licznych przeszkód dla wzrostu gospodarczego i trudności spowodowanych niegdysiejszym brakiem umiaru, w tego rodzaju gospodarce zasoby i kapitał będą alokowane nieefektywnie w ramach skazanych na niepowodzenie prób podtrzymania niewydolnego systemu. Gospodarka rynkowa, z drugiej strony, teoretycznie powinna być w stanie alokować zasoby tak, by przynosiły one najwyższą krańcową stopę zwrotu. Teoretycznie.

Wdrożony przez Rezerwę Federalną eksperyment z zerową stopą procentową okazał się jednak rzeczywistym testem – egzaminem, którego nie zdał żaden z modeli ekonomicznych. Polityka zerowych stóp procentowych (ZIRP) sprawia, że wszystko początkowo wygląda bardzo dobrze – wydaje się, że darmowy pieniądz sprzyja osiąganiu nieskończonych zysków. Już sama taka nieograniczona dostępność staje się źródłem problemów, ponieważ monetaryzm został „zabity” właśnie przez przyznanie organizacjom i bankom możliwości tworzenia „własnego pieniądza” – pieniądza, który nie wchodził w skład tradycyjnych agregatów (mam na myśli instrumenty pochodne itp. wynalazki). Właśnie na tym polega prawdziwa różnica – zarówno ekonomiści klasyczni, jak i keynesiści zapomnieli o starej zasadzie: jeżeli rezultaty się nie zgadzają, należy zmienić założenia. Zmiana założeń jest dokładnie tym, czego obecnie potrzebujemy – założeń dotyczących długu USA i UE, a także realokacji globalnych zasobów.
Nadszedł najwyższy czas, aby skończyć z liczeniem wyników w oparciu o arbitralnie przyjęte poziomy wyjściowe i niepisane reguły, a także w rytm tykającego zegara wyborczego!

Dobrą wiadomością jest to, że od dawna niezbędne zmiany zaczynają właśnie być wprowadzane w życie – przynajmniej na poziomie mikroekonomicznym (tylko dlatego, że najmniejsze podmioty gospodarcze po prostu muszą się zmienić, żeby przetrwać). Poszczególne firmy czy nawet gospodarstwa domowe nie mogą łudzić się, że uda im się zignorować raty długu hipotecznego czy innych zobowiązań – po prostu dostosowują poziom życia do zarobków, a następnie podejmują dalsze próby rozwoju. Pokładam nieskończone zaufanie w zdolność jednostek do radzenia sobie z kryzysem. Politycy i ich doradcy muszą jednak wrócić do etapu sprawdzania założeń – w przeciwnym przypadku wkrótce mogą zostać postawieni pod pręgierzem. Jak pewnego razu ujął to Einstein, „jeżeli powtarzasz ten sam eksperyment, oczekując odmiennych rezultatów, jesteś idiotą” – tak, Einstein, nie ja.

Podsumowując – od połowy maja przyjmowaliśmy negatywną perspektywę wobec ryzyka (nie spodziewamy się już srebrnych baniek), jednak obecnie zmieniamy ją na neutralną.

Zbliżająca się konferencja Fedu w Jackson Hole (gdzie ostatnio Ben Bernanke przedstawił sugestie dotyczące możliwego wdrożenia QE2), a także batalia o uratowanie Europy przed rozprzestrzenieniem się epidemii niewypłacalności państw, mogą doprowadzić do pojawienia się pewnych okazji. Byłbym w pełni usatysfakcjonowany, gdyby udało nam się osiągnąć nasz średnioterminowy cel S&P 500 na poziomie 1200/1210 (kiedy to piszę, mamy 1245). Zaczynam też wychodzić z długich pozycji na instrumentach stałodochodowych, ponieważ mój bazowy scenariusz załamania wzrostu gospodarczego w Stanach Zjednoczonych zaczął się obecnie ziszczać. Moim zdaniem zbliżające się obniżenie ratingu USA, a także niezmiernie niski koszt finansowania w Europie są kluczowymi czynnikami, które mogą zadecydować o faktycznym Kryzysie 2.0 – etapie porzucenia przez inwestorów instrumentów stałodochodowych na rzecz aktywów trwałych i akcji.

FX Update: Australijski bank centralny utrzymuje stopy na niezmienionym poziomie

Australijski bank centralny utrzymuje stopy na niezmienionym poziomie; obawy inwestorów o perspektywy światowej gospodarki


Dziś wczesnym rankiem zobaczyliśmy, jak plan podwyższenia limitu zadłużenia USA pokonuje pierwszą przeszkodę w postaci głosowania w Izbie Reprezentantów – natomiast obecnie oczekujemy na zaplanowane na dziś głosowanie Senatu. Reakcja inwestorów na komunikat dotyczący wyniku głosowania była raczej stonowana.


Minister finansów Japonii nadal mówi o „monitorowaniu”, jednak na razie nie podejmuje żadnych działań


Agencje donoszą też, że japoński minister finansów Noda twierdzi, iż w związku z kursem jena pozostaje w kontakcie z różnymi organami władz – po raz kolejny powtórzył też, że rynek jest niezrównoważony, a jen przewartościowany.

Mieliśmy też posiedzenie banku centralnego Australii, które zakończyło się brakiem decyzji w sprawie stóp procentowych. W ogłoszonym komunikacie stwierdzono jednak, że pomimo tego iż inflacja pozostaje problemem, zdaniem banku centralnego z uwagi na niepewne perspektywy globalnych rynków finansowych warto wstrzymać się z dostosowaniem polityki pieniężnej. Dolar australijski nieco ucierpiał, ponieważ rynek oczekiwał trochę bardziej jastrzębiego komentarza.


Pozorna euforia związana z wczorajszym porozumieniem w sprawie limitu długu USA nie trwała długo, ponieważ szereg indeksów PMI z całego świata okazał się olbrzymim rozczarowaniem, ponownie wzbudzając wśród inwestorów awersję do ryzyka. Niepodzielnie rządził tymczasem frank szwajcarski, który osiągał historyczne rekordy w stosunku do euro i dolara.


Na froncie danych mamy dziś lipcowy indeks ISM sektora produkcyjnego Stanów Zjednoczonych, który poważnie spadł o 4,4 punktu do 50,9 – był to najniższy odczyt od lata 2009 r., podczas gdy subindeks nowych zamówień znalazł się w strefie ujemnej, zaś komponent zatrudnienia odnotował największy spadek. Wall Street miała mieszany dzień, jednak kiepskie dane i niepewność dotycząca wyniku głosowania w Kongresie sprawiła, że indeks S&P po raz szósty z kolei zakończył dzień na minusie, tracąc 0,41% – w jego ślady poszedł Nasdaq, który stracił 0,43%.

czwartek, 28 lipca 2011

Wiadomości FX: Długie na euro i krótkie na dolarze – czy to aby na pewno najlepszy pomysł?

Dziś rano nowozelandzki bank centralny zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopy procentowe na niezmienionym poziomie 2,5% – zasugerował jednak, że potrzeba utrzymywania stopy interwencyjnej na niskim poziomie nie jest już tak znacząca, choć zwrócił też uwagę na to, iż problemy zewnętrzne wpływają na wzrost ryzyka dla aktywności partnerów handlowych.


Czy Cypr okaże się kolejnym peryferyjnym państwem UE wymagającym programu ratunkowego?

Reszta sesji azjatyckiej była spokojna, chociaż euro odczuwało pewną presję po tym jak traderzy zaczęli zaczytywać się opublikowanym przez Financial Times artykułem, którego autor stwierdził, iż po tym jak agencja Moody’s obniżyła rating obligacji Cypru do dwóch klas powyżej rankingu śmieciowego jest on coraz bliżej zostania kolejnym krajem UE, który może wymagać planu ratunkowego. Stopy na EURUSD uruchomiły się na poziomie 1,4350, po czym osiągnęliśmy dołek na poziomie 1,4331.

Po tym japoński minister gospodarki Yosano zasugerował, że z decyzją o interwencji poczeka na wynik amerykańskiego sporu dotyczącego limitu zadłużenia federalnego, pod presją znalazła się również para USDJPY.

W tracie sesji amerykańskiej mamy dziś cotygodniowe dane o liczbie zasiłków dla bezrobotnych, wskaźnik zaufania konsumentów Bloomberg, a także liczbę niezakończonych transakcji sprzedaży nieruchomości mieszkalnych.

Presja sprzedażowa na dolara z ostatnich kilku dni wczoraj nieco zmalała – nie tyle z powodu postępów debaty na temat pułapu zadłużenia Stanów Zjednoczonych, co z powodu poważnych strat na Wall Street, gdzie mieliśmy do czynienia z realizacją starego jak świat scenariusza „ryzyko w dół – dolar w górę”.

Nie najlepsze dane, impas w sprawie zadłużenia USA, a także katastrofalne wyniki finansowe spółek wczoraj bardzo poważnie uderzyły w Wall Street – DJIA na zamknięciu tracił 1,59%, S&P 2,03%, zaś Nasdaq -2,65%. Departament Skarbu zdementował ostatnie spekulacje na temat tego, że wyższe przychody z podatków zapewniłyby nieco luzu finansom publicznym, stwierdzając, że obecny poziom wpływów jest zgodny z prognozami.

Macro Update: Rozmowy w sprawie limitu długu idą zgodnie z (naszym) planem

Akcje odnotowały wczoraj dwuprocentowy spadek w związku z brakiem rozwiązania problemu pułapu długu Stanów Zjednoczonych. W dzisiejszym kalendarzu makroekonomicznym mamy sporo wydarzeń, jednak nie są one przesadnie interesujące, ponieważ inwestorzy i tak będą skupiać się przede wszystkim na wieściach napływających z Waszyngtonu.


Limit długu USA

Nie mamy zbyt dużo do dodania w stosunku do tego, co napisaliśmy w poniedziałek – chcielibyśmy tylko zauważyć, że nasze sugestie jak na razie okazują się mniej lub bardziej słuszne (http://www.bankier.pl/wiadomosc/Temat-tygodnia-gra-o-limit-dlugu-USA-2379472.html). Wydaje się, że politykom bardzo zależy na odegraniu przed wyborcami dramatycznego spektaklu, którego miejsce jest raczej na Broadwayu niż w Kongresie – ich starania doprowadziły tymczasem do spadku S&P 500 o 3% od początku tygodnia. Nadal jesteśmy przekonani, że rozwiązanie zostanie znalezione, choć być może będziemy musieli poczekać na nie prawie do samego 2 sierpnia.


Dane ekonomiczne
Kalendarz wypełniony jest po brzegi danymi, jednak publikacje te tak czy inaczej nie zwrócą dziś szczególnej uwagi inwestorów, ponieważ najważniejsze są obecnie jutrzejsze dane o PKB Stanów Zjednoczonych, a także zbliżająca się potencjalna niewypłacalność mocarstwa (2 sierpnia). Zarówno Niemcy, jak i USA opublikują dziś raporty o rynku pracy zawierające dane o liczbie pierwszych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych – oczekuje się, iż w Stanach szesnasty tydzień z kolei utrzymają się one na poziomie powyżej 400 tysięcy. Analitycy spodziewają się odczytu na poziomie 415 tysięcy – można to porównać z przeciętną dla fazy ekspansji na poziomie 349 tysięcy i przeciętną dla fazy recesji na poziomie 443 tysięcy.

 

środa, 27 lipca 2011

27 lipca 2011: Wiadomości FX: Inflacja CPI w II kwartale wyższa od oczekiwań: AUD szybuje

Andrew Robinson, Forex strategist, Saxo Bank

Ostatnio pojawiały się sugestie, że z uwagi na publikację danych o inflacji CPI za II kwartał dzisiejszy dzień może okazać się przełomem, jeżeli chodzi o perspektywy australijskich stóp procentowych – trzeba przyznać, że nie rozczarowaliśmy się. Inflacja okazała się znacznie wyższa od oczekiwań, rosnąc o 0,9% kw/kw i 3,6% r/r, podczas gdy poziomy preferowane przez australijski bank centralny (RBA) w przypadku uśrednionej inflacji CPI bez uwzględniania danych skrajnych to wzrost o 0,9% kw./kw. i 2,7% r/r (nastąpiło przyspieszenie w stosunku do 2,3% r/r w I kw. i przekroczenie prognozy RBA na poziomie 2,5%).
W Stanach Zjednoczonych mamy dziś cotygodniowe dane o wnioskach o hipoteki, a także czerwcowe dane o zamówieniach dóbr trwałych – poznamy też kanadyjskie ceny nieruchomości mieszkalnych, i oczywiście, kolejne wieści o trwających właśnie negocjacjach w sprawie pułapu zadłużenia publicznego USA.

Wczoraj wydawało się, że Demokraci i Republikanie bynajmniej nie zbliżyli się do wypracowania jakiegokolwiek porozumienia lub kompromisu – w rezultacie dolar nadal odczuwał presję. W kontekście powrotu ceny ropy do 100 dolarów za baryłkę i wzrostu ceny złota rósł tymczasem popyt na waluty towarowe – para USDCAD osiągnęła 3,5-letnie minimum.

Posiadaczy długich pozycji na funcie brytyjskim ucieszyła tymczasem fala wzrostowa, która nadeszła, gdy okazało się, że PKB Wielkiej Brytanii wypadł dokładnie zgodnie z oczekiwaniami (+0,2 kw/kw) – niewielu inwestorów spodziewało się takiego rozwoju sytuacji, ponieważ do niedawna krążyły plotki o powrocie recesji (zwłaszcza po tym jak reprezentujący Bank Anglii Marin Weale stwierdził, że jest on całkiem możliwy).

Na froncie danych amerykańskich mieliśmy informacje o zaufaniu konsumentów, które wzrosło do 59,5 w stosunku do 57,6 po korekcie w poprzednim okresie i powyżej oczekiwań na poziomie 56,0, jednak sprzedaż nieruchomości mieszkalnych na rynku pierwotnym okazała się rozczarowaniem, spadając o 1,0% m/m do 312 tys. jednostek (oczekiwano 320 tys.). Indeks aktywności gospodarczej Fedu z Richmond powielił ostatnie zachowanie podobnych indeksów i zmalał do -1 w stosunku do +3 w poprzednim miesiącu.